środa, 17 czerwca 2015

Powitanie

Internetowy słownik języka polskiego PWN jako jedno ze znaczeń słowa „powitanie” podaje co następuje: „ceremonia związana z witaniem gości”. No cóż… ja jakoś żadnej specjalnej ceremonii sobie nie przygotowałam, wiec powiem (a raczej napiszę) jedynie: CZEŚĆ! WITAM!

A więc witam teraz serdecznie tych wszystkich, którzy jakimś dziwnym, niewytłumaczalnym sposobem trafili na tego bloga i co więcej (!) postanowili z niepojętych dla mnie przyczyn przeczytać post powitalny. No bo, tak szczerze, cóż ciekawego może być w poście powitalnym!? Ja w każdym bądź razie nie zamierzam pisać tu niczego ciekawego J

Zacznę od najmniej zapewne interesującej rzeczy, czyli od przedstawienia się. Nazywam się Martyna i będę pełnić tę zaszczytną funkcję gospodarza owego skromnego przybytku, tego kawałka internetowej przestrzeni, który (mam taką nadzieję) zasłuży niebawem na miano bloga. Jest to moje pierwsze takie przedsięwzięcie i czas pokarze jak sobie z tym nieznanym mi jeszcze stworem poradzę. Z góry więc przepraszam za wszelkie przyszłe potknięcia i liczę na wyrozumiałość J

No dobra! Dosyć o mnie! Czas na kilka słów o mym zacnym, jakże ambitnym projekcie! Tematyka bloga ma być w założeniu generalnie podróżnicza (w formie piśmienniczo-fotograficznej), choć zastrzegam sobie prawo do lekkich odstępstw i wariacji. Pomysłów mam mnóstwo, ale ile z tego wypali? Czas pokaże. Oczywiście muszę tu zaznaczyć, że nie jestem jakimś super obieżyświatem czy podróżniczym wyjadaczem i tak dalej, jednak lubię ruszyć się czasem z domu i zobaczyć coś ciekawego, tudzież malowniczego i chętnie się swoimi wrażeniami podzielę.

Dla uniknięcia niedomówień i ewentualnych rozczarowań muszę się troszeczkę teraz zreflektować. Określiłam szumnie swój blog  jako „podróżniczy” i takiej terminologii będę się uparcie trzymać,  jednak muszę zaznaczyć, że zamierzam pisać o, że tak się wyrażę, podróżach dużych i małych. A więc znajdzie się tutaj miejsce dla każdej ciekawej (moim zdaniem) wycieczki, nie ważne – zagranicznej, krajowej czy wręcz lokalnie-spacerkowej (tych ostatnich zapewne będzie najwięcej). Słowem – będę pisać o wszystkim, co moim zdaniem warte jest uwiecznienia J

I wreszcie nastał czas na ostatni punkt tych moich przydługawych wywodów powitalnych. Punkt ostatni, ale bynajmniej wcale nie najmniej ważny! Cały czas piszę tu o sobie, tak ciągle w liczbie pojedynczej. I przedstawiam się też z imienia tylko „ja” i będziecie być może oczekiwać potem takiej samotnej wilczycy. A tymczasem w praktyce już niebawem okaże się, że we wszystkich relacjach używać będę zaimka „my” i to jeszcze w towarzystwie czasowników w pierwszej osobie liczby mnogiej.  Od razu więc przedstawię drugą część składową owego „my”. Jest to mianowicie mój partner w życiu i w podróżach, małżonek zaprzysiężony et cetera – Łukasz, który też mówi Wam „cześć” (tzn. powiedziałby, gdybym go zapytała o zdanie).  Łukasz będzie z całą pewnością autorem wielu obecnych tu zdjęć, więc chyba zasługuje na miano takiego ciut-współautora. Tak troszkę…


A więc oboje WITAMY!