Internetowy słownik języka polskiego PWN jako jedno ze
znaczeń słowa „powitanie” podaje co następuje: „ceremonia związana z witaniem
gości”. No cóż… ja jakoś żadnej specjalnej ceremonii sobie nie przygotowałam,
wiec powiem (a raczej napiszę) jedynie: CZEŚĆ! WITAM!
A więc witam teraz serdecznie tych wszystkich, którzy jakimś
dziwnym, niewytłumaczalnym sposobem trafili na tego bloga i co więcej (!)
postanowili z niepojętych dla mnie przyczyn przeczytać post powitalny. No bo,
tak szczerze, cóż ciekawego może być w poście powitalnym!? Ja w każdym bądź
razie nie zamierzam pisać tu niczego ciekawego J
Zacznę od najmniej
zapewne interesującej rzeczy, czyli od przedstawienia się. Nazywam się Martyna
i będę pełnić tę zaszczytną funkcję gospodarza owego skromnego przybytku, tego
kawałka internetowej przestrzeni, który (mam taką nadzieję) zasłuży niebawem na
miano bloga. Jest to moje pierwsze takie przedsięwzięcie i czas pokarze jak
sobie z tym nieznanym mi jeszcze stworem poradzę. Z góry więc przepraszam za
wszelkie przyszłe potknięcia i liczę na wyrozumiałość J
No dobra! Dosyć o mnie! Czas na kilka słów o mym zacnym,
jakże ambitnym projekcie! Tematyka bloga ma być w założeniu generalnie
podróżnicza (w formie piśmienniczo-fotograficznej), choć zastrzegam sobie prawo
do lekkich odstępstw i wariacji. Pomysłów mam mnóstwo, ale ile z tego wypali?
Czas pokaże. Oczywiście muszę tu zaznaczyć, że nie jestem jakimś super
obieżyświatem czy podróżniczym wyjadaczem i tak dalej, jednak lubię ruszyć się
czasem z domu i zobaczyć coś ciekawego, tudzież malowniczego i chętnie się
swoimi wrażeniami podzielę.
Dla uniknięcia niedomówień i ewentualnych rozczarowań muszę
się troszeczkę teraz zreflektować. Określiłam szumnie swój blog jako „podróżniczy” i takiej terminologii będę
się uparcie trzymać, jednak muszę
zaznaczyć, że zamierzam pisać o, że tak się wyrażę, podróżach dużych i małych. A
więc znajdzie się tutaj miejsce dla każdej ciekawej (moim zdaniem) wycieczki,
nie ważne – zagranicznej, krajowej czy wręcz lokalnie-spacerkowej (tych
ostatnich zapewne będzie najwięcej). Słowem – będę pisać o wszystkim, co moim
zdaniem warte jest uwiecznienia J
I wreszcie nastał czas na ostatni punkt tych moich
przydługawych wywodów powitalnych. Punkt ostatni, ale bynajmniej wcale nie najmniej
ważny! Cały czas piszę tu o sobie, tak ciągle w liczbie pojedynczej. I
przedstawiam się też z imienia tylko „ja” i będziecie być może oczekiwać potem takiej
samotnej wilczycy. A tymczasem w praktyce już niebawem okaże się, że we
wszystkich relacjach używać będę zaimka „my” i to jeszcze w towarzystwie
czasowników w pierwszej osobie liczby mnogiej. Od razu więc przedstawię drugą część składową
owego „my”. Jest to mianowicie mój partner w życiu i w podróżach, małżonek
zaprzysiężony et cetera – Łukasz, który też mówi Wam „cześć” (tzn.
powiedziałby, gdybym go zapytała o zdanie).
Łukasz będzie z całą pewnością autorem wielu obecnych tu zdjęć, więc
chyba zasługuje na miano takiego ciut-współautora. Tak troszkę…
A więc oboje WITAMY!